Odpust w Niemczech


 Bez tytułu

Pracując w Niemczech przy opiece nad osami starszymi często chodzę do kościoła katolickiego. Żadna z dotychczasowych rodzin, u których pracowałam do tej pory nie sprzeciwiała się temu, pomimo tego, że są wyznania ewangelickiego. Ostatniej niedzieli wybrałam odpowiednią dla mnie mszę i udałam się do kościoła.

Jak już wcześniej wspominałam starsza pani jest osobą leżącą, więc cały czas przebywa w łóżku. Po porannej toalecie i śniadaniu, śpi jeszcze niemal do południa. Umówiłam się z rodziną, że zajrzą do mojej podopiecznej, a ja udałam się do kościoła.

Kościół znajduje się w odległości trzech minut drogi oczywiście piechotą. Tym razem okazało się, że odbywała się szczególna uroczystość. Grała orkiestra dęta i śpiewał chór. Jak się później okazało był to odpust parafialny. Sama eucharystia nie różniła się wiele od tej odprawianej w Polsce jedynie tym, że była w języku niemieckim. Ksiądz, który odprawiał miał głos prawie operowy i mocno gestykulował. Widocznie bardzo się tym zmęczył, bo komunii już później nie udzielał tylko wierni świeccy, oczywiście na rękę.

tuba-245135_1280Członkowie orkiestry ubrani byli w piękne niebieskie marynarki czarne spodnie i białą koszulę z czarnym krawatem. Część wiernych w kościele ubrana była również w jakieś dostojne stroje, byli to widocznie reprezentanci jakiegoś bractwa lub innej organizacji. Po zakończeniu uroczystości w kościele uformował się orszak z orkiestrą na czele i wszyscy przeszli w takt marsza do hali sportowej na obiad i dalszy ciąg świętowania.

Niestety ja zaraz po zakończeniu eucharystii oddaliłam się w kierunku domu mojej podopiecznej i nie brałam udziału w dalszych uroczystościach. Obiad zjadłam bez towarzystwa, ale mnie również bardzo smakował.

Tak minęła jedna z niedziel do południa, zresztą tu prawie każdy dzień jest do siebie podobny liczę godziny, dni ile jeszcze zostało mi do końca