Wyjazd do Niemiec – w czasie napływu imigrantów


Obecny termin mojego wyjazdu do Niemiec w charakterze opiekunki osób starszych przypadał na koniec września. Powszechnie wiadomo, iż w tym czasie ogromna fala imigrantów z Syrii również próbowała dostać się do Niemiec, wszelkimi możliwymi sposobami. W Internecie można było znaleźć także w informację o atakach uchodźców na autobusy i prywatne samochody. Fakt ten komentowany również przez media budził uzasadnione obawy, czy na pewno planowana przeze mnie podróż będzie bezpieczna.

W autobusie natychmiast wywiązała się dyskusja na ten temat, pasażerowie wymieniali się dramatyczno-sensacyjnymi wiadomościami pochodzących z różnych źródeł. Niektórzy nawet przewidywali kontrole podobne do tych z czasów PRL-u, a nawet bardziej drastyczne, bo teraz nie ma terminali, a bagaże będziemy rozpakowywać gdzieś na parkingu pod gołym niebem.

coach-384719_1280

Moja podróż trwała bardzo długo ok. 24 godziny. Jeżdżę z południowo-wschodniej Polski, autobusem kursowym z przesiadką w Gliwicach po 6 godzinach jazdy. Wtedy następuje nie tylko zmiana autobusu, ale również współpasażerów oraz wymiana poglądów i informacji na temat dalszej podróży. Wiadomo przecież, że czas jest wyjątkowy. Na całe szczęście żadne niepokojące prognozy się nie sprawdziły. Autobus pokonywał kolejne odcinki trasy kierując się w stronę granicy. Za oknami już zrobiło się ciemno. Pasażerowie ukołysani jazdą powoli oddawali się drzemce. W pewnym momencie na jakimś przystanku wsiadła jedna pani, której nie zauważyli nawet najbliżsi współpasażerowie. Wtedy pani postanowiła zwrócić na siebie uwagę wszystkich wykonała telefon do kogoś bliskiego i na cały głos wołała: „Lucuś!!! Lucuś!!! Sprawdź,  czy wzięłam reklamówkę z lekami!!!…” To było niesamowite nikt nie wiedział, co się dzieje, dlaczego taki dramatyczny krzyk. Widać uznała, że tylko ona jest najważniejsza w autobusie. Po chwili jednak oprzytomnieli wszyscy uznając, że rzeczywiście tej pani zabrakło jakiegoś leku. Nawet pilot stwierdził, że może jakiś film włączyć skoro nikt nie śpi.

Przejście graniczne pokonaliśmy beż żadnej kontroli, nikt nas nie zatrzymywał, na terenie Niemiec nie widać było żadnych uchodźców nawet w tak wielkim mieście ja Frankfurt nad Menem w innych miastach również, przez które przejeżdżałam, aż do Freiburga pod Szwajcarską granicą. Całą podróż pokonałam bezpiecznie bez żadnych incydentów, ale to nie znaczy, że emigrantów w Niemczech nie ma.